Z blisko trzygodzinnym opóźnieniem z uwagi na wręcz niewiarygodny chaos pogodowy rozpoczynało się sobotnie Grand Prix Polski we Wrocławiu. Na torze, który po ogromnej ulewie spisywał się bardzo dobrze, zwycięzcą okazał się Bartosz Zmarzlik!
O tym, co działo się we Wrocławiu przez około trzy godziny, zanim zawody Grand Prix Polski wystartowały, można byłoby napisać w tym miejscu osobną relację. To był istny "pogodowy Armagedon" czy też "apokalipsa". Takie określenia padały z ust wielu osób. Szalał Phil Morris, konieczna było odpompowanie przez straż pożarną mnóstwa litrów wody z zalanego przez deszcz parku maszyn, przez co przenoszono boksy zawodników. Wreszcie miały też miejsce ich gorące dyskusje z organizatorami co do sensu odjeżdżania turnieju w sobotę.
Ścigania przez cały ten czas nie było, ale na Stadionie Olimpijskim działo się naprawdę wiele. A kiedy już zawodnicy zostali zaproszeni pod taśmę przez Morrisa, żeby zainaugurować 300. rundę Grand Prix w historii, zawiódł prąd. Walijczyk nie czekał i zadecydował, że zawody pojadą... na zieloną flagę. Zaczął więc instruować wszystkich, jak będzie to wyglądać, po czym nagle udało się opanować elektryczną usterkę i rozpocząć w końcu zmagania. Na szczęście bez konieczności używania chorągiewek.
Warunki torowe były niewątpliwie niestandardowe, bo jednak owal przyjął mnóstwo wody i stał się mocno zagadkowy. Wytężone prace pod nadzorem dyrektora Morrisa po ustaniu opadów sprawiły jednak, że nawierzchnia pozwoliła uczestnikom na bezpieczną jazdę od początku do końca. Chwalił jej zachowanie Andrzej Lebiediew, mówiąc, że jest nawet potencjał na to, by ściganie było interesujące. I Łotysz trafił z osądem, bo takie ono właśnie było.
Zniecierpliwieni bardzo długim czekaniem na start rywalizacji zawodnicy na pewno musieli skupiać się z początku na dobrym starcie i rozważnej postawie na dystansie. Ewidentnie handicapem było pole D, z którego wygrywano pierwszych osiem wyścigów. Dało się także wyprzedzać, co pokazali w inauguracyjnej serii Bartosz Zmarzlik i Maciej Janowski.
W pierwszej części turnieju doszło także do dwóch groźnych kraks. O ile w czwartym biegu zaliczającemu swój 70. występ w cyklu GP w karierze Maxowi Fricke'owi nic się poważnego nie stało, o tyle takiego samego szczęścia nie mieli jego dwaj rodacy. W siódmym wraz z Kacprem Woryną na tor upadli Jason Doyle i Jack Holder. Polak nie ucierpiał, za to Australijczycy już tak, ponieważ obaj opuścili stadion w karetkach.
Z czasem ściganie na Stadionie Olimpijskim naprawdę zrobiło się coraz lepsze. W dziewiątej gonitwie było do tego stopnia znakomite, że Woryna spadł w nim z pierwszego na czwarte miejsce. Polak popełniał błędy, ale docenić należało też klasę szybkiego na wrocławskim owalu Andersa Thomsena czy doskonale znającego jego tajniki Brady'ego Kurtza. A w dwunastej odsłonie show zrobił Lebiediew, który efektownie mijał rezerwowego Marcela Kowolika i Janowskiego.
W porę do batalii o wyższe lokaty wrócił pasywny w pierwszych trzech występach Michael Jepsen Jensen. W trzynastym biegu efektownie po zewnętrznej objeżdżał Fricke'a i świetnie startującego spod taśmy Leona Madsena. Po chwili w starciu z trzema Polakami z dobrej strony pokazał się Jan Kvech. Wprawdzie z początku plecy pokazał mu Woryna, to znów popełniał on błędy, przez co tuż przed metą na rzecz Czecha stracił, wydawało się, pewny triumf.
Dość niespokojnie prezentował się Zmarzlik. W jedenastym wyścigu wygrał start, lecz targnęło nim na wyjściu z pierwszego łuku, z czego od razu skorzystali Fricke i Patryk Dudek. W szesnastym także prowadził po zwolnieniu taśmy, lecz na końcu pierwszego kółka znów nim lekko szarpnęło i po chwili znalazł się przed nim Kurtz. Sytuacja gubiącego punkty Zmarzlika w kontekście bezpośredniego awansu do finału, stała się więc skomplikowana.
Z drugiej strony w czołówce tabeli po czwartej serii było bardzo ciasno, bo między pierwszym a siódmym zawodnikiem był zaledwie punkt różnicy i to sześciokrotnemu złotemu medaliście z Kinic pozwalało wierzyć, że znajdzie się w najlepszej dwójce po fazie podstawowej. Zmarzlik plasował się najwyżej z Polaków, za to jeżdżących w kratkę Dudka, Janowskiego i Worynę czekała do końca ciężka walka o to, aby wskoczyć do TOP10 i dzięki temu pojechać w półfinale.
To z kolei na pewno "nie groziło" Dominikowi Kuberze, dla którego premierowy występ po kontuzji obojczyka, okazał się trudny. Zebrał tylko trzy punkty, pokonując Worynę, Nazara Parnickiego i Nikodema Mikołajczyka, kończąc wrocławskie zmagania na dalszym miejscu.
W piątej serii rundy zasadniczej GP Polski zwycięstwa na miarę awansu do wielkiego finału odnieśli Kurtz i... Zmarzlik. Australijski lider klasyfikacji Indywidualnych Mistrzostw Świata pokonał po wyśmienitej jeździe na trasie Madsena, skazując go tym samym na półfinał. Polak potrzebował wygrać z Thomsenem i zrobił to, ale potrzebował jeszcze braku "trójki" Lebiediewa. I tą odebrał mu Lambert, dzięki czemu obrońca tytułu uniknął startu w półfinale.
Tam znaleźli się Dudek i Janowski, przy czym ten drugi nie wyglądał na domowym torze zbyt korzystnie, a miejsce w dziesiątce uratował mu po części Woryna. W dwudziestej gonitwie przyjechał on bowiem do mety przed Fricke'em i dzięki temu wrocławska "dzika karta" nie musiała jeszcze pakować swojego sprzętu do busa.
Po czwartej lokacie w wyścigu ostatniej szansy tego już Janowski nie uniknął. Odpadł więc tak samo, jak kilka minut wcześniej Dudek, który w swoim półfinale dotarł do mety drugi. Bezapelacyjne zwycięstwa na miarę skoku do najlepszej czwórki wieczoru, a w zasadzie już nocy zanotowali Robert Lambert i Jepsen Jensen. Ba, obaj od czwartej serii seryjnie wygrywali. Duńczyk robił to do tego niezwykle efektownie, gdyż rywali objeżdżał głównie po zewnętrznej.
Kiedy w finale wpadał na metę na czele stawki, była godzina 23:58. Bartosz Zmarzlik tym razem w decydującym biegu zawodów GP w stu procentach wykorzystał pole D. Wzorowo przejechał pierwszy łuk, na prostej przeciwległej zablokował Kurtza i uciekł do przodu, rewanżując się mu za porażkę w ubiegłorocznym turnieju w stolicy Dolnego Śląska.
Australijczyk nie wytrzymał, bo po chwili popełnił delikatny błąd, co pomogło Lambertowi i Jepsenowi Jensenowi. Kiedy mistrz gnał po swoje 30. w karierze zwycięstwo (pierwsze od 371 dni) i jak się okazało pozycję lidera tabeli na półmetku IMŚ 2026, wicemistrzowi z rąk wypadało podium turnieju, ponieważ szybsi od niego okazali się Brytyjczyk i Duńczyk.
Wyniki GP Polski:
1. Bartosz Zmarzlik (Polska) - 14 (2,3,1,2,3,3) - 20 pkt GP 2. Robert Lambert (Wielka Brytania) - 13+3 (2,2,1,3,3,2) - 18 3. Michael Jepsen Jensen (Dania) - 10+3 (1,1,1,3,3,1) - 16 4. Brady Kurtz (Australia) - 12 (1,3,2,3,3,0) - 14 5. Anders Thomsen (Dania) - 11+2 (1,3,3,2,2) - 12 6. Patryk Dudek (Polska) - 8+2 (3,0,2,1,2) - 11 7. Leon Madsen (Dania) - 11+1 (3,1,3,2,2) - 10 8. Jan Kvech (Czechy) - 9+1 (2,1,2,3,1) - 9 9. Andrzej Lebiediew (Łotwa) - 11+0 (3,2,3,1,2) - 8 10. Maciej Janowski (Polska) - 6+0 (3,d,2,0,1) - 7 11. Max Fricke (Australia) - 6 (w,2,3,1,0) - 6 12. Kacper Woryna (Polska) - 5 (0,2,0,2,1) - 5 13. Nazar Parnicki (Ukraina) - 3 (0,3,0,0,0) - 4 14. Dominik Kubera (Polska) - 3 (1,0,0,1,1) - 3 15. Jason Doyle (Australia) - 2 (2,u/-,-,-,-) - 2 16. Marcel Kowolik (Polska) - 2 (1,1,0,0) - 1 17. Nikodem Mikołajczyk (Polska) - 0 (0,0,0,0) - 0 18. Jack Holder (Australia) - 0 (0,u/-,-,-,-) - 0
Bieg po biegu: 1. (63,40) Lebiediew, Kvech, Jepsen Jensen, Parnicki 2. (62,61) Dudek, Lambert, Kurtz, Holder 3. (63,19) Madsen, Zmarzlik, Kubera, Woryna 4. (63,05) Janowski, Doyle, Thomsen, Fricke (w/u) 5. (62,65) Zmarzlik, Lambert, Jepsen Jensen, Janowski (d/3) 6. (62,45) Kurtz, Fricke, Kvech, Kubera 7. (63,62) Parnicki, Woryna, Kowolik (Holder - u/-), Mikołajczyk (Doyle - u/-) 8. (63,04) Thomsen, Lebiediew, Madsen, Dudek 9. (63,60) Thomsen, Kurtz, Jepsen Jensen, Woryna 10. (63,86) Madsen, Kvech, Lambert, Mikołajczyk 11. (63,19) Fricke, Dudek, Zmarzlik, Parnicki 12. (64,10) Lebiediew, Janowski, Kowolik, Kubera 13. (63,51) Jepsen Jensen, Madsen, Fricke, Mikołajczyk 14. (64,12) Kvech, Woryna, Dudek, Janowski 15. (63,69) Lambert, Thomsen, Kubera, Parnicki 16. (64,05) Kurtz, Zmarzlik, Lebiediew, Kowolik 17. (64,24) Jepsen Jensen, Dudek, Kubera, Mikołajczyk 18. (64,23) Zmarzlik, Thomsen, Kvech, Kowolik 19. (64,55) Kurtz, Madsen, Janowski, Parnicki 20. (64,07) Lambert, Lebiediew, Woryna, Fricke
Półfinały: 21. (64,21) Lambert, Dudek, Kvech, Lebiediew 22. (64,22) Jepsen Jensen, Thomsen, Madsen, Janowski
Finał: 23. (64,50) Zmarzlik, Lambert, Jepsen Jensen, Kurtz
źródło: SportoweFakty.wp.pl |